Sprawa narodowościowa na kresach wschodnich

2016-03-27 14:29

"Sprawa narodowościowa na kresach wschodnich"

Srokowski Konstanty - Krakow 1924 rok

 

 

 

 

Autor pracy, w marcu i kwietniu 1923 roku, na polecenie premiera Sikorskiego, odbył inspekcję służbową po województwach wschodnich w celu przygotowania analizy sytuacji mniejszości słowiańskich. Jego wskazówek rząd Sikorskiego nie zdążył wykorzystać, natomiast zebrany materiał posłużył Konstantemu Srokowskiemu do napisania pracy pt. "Sprawa narodowościowa na Kresach Wschodnich". Wykazał w niej, że Białorusini i Ukraińcy są uciskani w swych prawach narodowych, wyniszczani gospodarczo, polonizowani.

 

We wnioskach końcowych swojej pracy, Srokowski przepowiada tragiczne skutki polityki II RP, nazywając tą politykę "kolonizacyjną", autor stwierdza również, że metody "eksterminacyjne" wobec mniejszości narodowych doprowadzą do zguby Polski.

Działalność autora jako zwolennika polskiego panowania w Ukrainie daje podstawy przypuszczać, że jego oceny, ostro krytykujące i obnażające zgubną dla Polski politykę państwa wobec mniejszości narodowych i tak były umiarkowane oraz powściągliwe.
 

Jednoczesne praca ta odkłamuje fałszywe przekonanie, zakorzenione w świadomości dzisiejszego polskiego społeczeństwa,  że to działania ukraińskich nacjonalistów zmusiły państwo polskie do represji wobec Ukraińców, podczas gdy z tej pracy - podkreślamy , jeszcze raz, że mowa o raporcie dla rządu polskiego - wynika , że było dokładnie odwrotnie.

 

Poniżej prezentujemy wybrane fragmenty z książki, całość do ściągnięcia pod tym linkiem:  

Sprawa narodowosciowa na kresach wschodnich..pdf (3 MB)

           

 

                                                     

                         *     *     *

 

 

"Sprawa narodowościowa na kresach wschodnich" - fragmenty.

(zachowano mowę oryginału)

 

 

                       WPROWADZENIE

 

 

W lutym 1923 r. zwrócił się do mnie ówczesny prezes Rady ministrów, gen. Władysław Sikorski z wezwaniem, abym przedłożył mu operat w sprawie mniejszości słowiańskich na kresach wschod­nich na obszarze byłego imperjum rosyjskiego, który mógłby po­służyć rządowi za podstawę do opracowania jakiegoś trwalszego programu polityki wobec tych mniejszości.

W wykonaniu tego wezwania objechałem w ciągu marca i kwiet­nia województwa kresowe, studjując stan sprawy mniejszości na miej­scu. Służyły mi do tego różne miejscowe źródła urzędowe, tudzież autopsja stosunków i zetkniecie się osobiste z przedstawicielami miejscowej ludności. Oczywiście ubogą literaturę przedmiotu wyzy­skałem także w pełnej mierze.

Zanim zdążyłem opracować zebrany materjał i napisać referat, przesilenie rządowe weszło w stadjum końcowe, tak że gotowy już rękopis zdążyłem wręczyć generałowi Sikorskiemu jako preze­sowi Rady ministrów na kilka dni przed jego ustąpieniem z tego stanowiska.

Dalsze losy tego operatu nie są mi znane.

Tutaj przedstawiam czytelnikom pewną część mego opracowania, które daje względnie pełny obraz stosunków narodowościowych, jakie polska polityka rządowa na kresach wschodnich zastała i jakie ona sama tam ze swojej strony wytwarza.

Obraz ten zapewne nie rozraduje niczyich oczu, jakkolwiek przystępując do tej publikacji, uwzględniałem w najszerszej mierze wszelkie możliwe drażliwości. Sądzę jednak, że ten zbiorowy suweren, którym w republice demokratycznej jest opinja publiczna, powinien od czasu do czasu znajdować na swym codzień suto zastawianym stole także odrobinę... czystej prawdy. Bez niej bowiem suweren ten, karmiony systematycznie tylko pianką reklamy i szumowinami wzajemnych oskarżeń partyjnych, gotów utracić ostatek swoich wątpliwych zresztą zdolności do wykonywania wielkiego i ciężkiego obowiązku rządzenia.

 

Kwestja mniejszości narodowych na kresach wschodnich jest jedną z najważniejszych, najtrudniejszych i  najdrażliwszych polskich kwestyj państwowych. Zapewne też ze wszystkich tych trzech względów jest ona dotąd z dużą konsekwencją przemilczana. Skoro decyduję się popeł­nić nietakt poruszenia niemiłego w towarzystwie tematu, to czynię to nie z żadnych względów partyjnych, do żadnej bowiem partji nie należę, lecz jedynie z tego poczucia obowiązku obywatelskiego, który, o ile zaleca czasem milczenie o jednych rzeczach, o tyle nakazuje mówienie o dru­gich. Że zaś kwestja, jak się układają stosunki narodowościowe na ogromnej przestrzeni wschodniego pogranicza państwa polskiego, należy do tych właśnie, o których nietylko mówić, lecz nawet krzyczeć wypada, nie może być chyba wątpliwości wśród obywateli tego państwa.

Do krzyku nie mam ani zamiłowania ani temperamentu. Może mnie w nim inni zastąpią. Powiem tylko poprostu część z tego, co w tej materji wiem, w myśl zasady: Dixi et animam meam salvavi...

Kraków, 31 października 1923 r.

 

 

           SPRAWA BIAŁORUSKA

 

Pod władaniem Rzeczypospolitej Polskiej znalazło się przeszło 100.000 km. kwadratowych obszaru,zamieszkanego w znacznym stopniu przez ludność, używającą języka ruskiego w specyficznym dialekcie „białoruskim", w znacznej większości prawosławną i objawiającą w ostatnich latach wzrastające w sile dążenie do ukonstytuowania się jako naród kulturalnie, gospodarczo i politycznie samodzielny.

Wedle teorji geografów białoruskich, obliczających obszar etno-graficzny Białorusi na około 800.000 kim.2 (Arkadz' Smolicz, Geografia Biełorusi, wyd. 2. Tom I. Wilno 1922), w posiadaniu Rzpltej znajdowałaby się zatem jedna trzecia część całego obszaru etnograficznego Białorusi. Obejmuje on województwo wileńskie, 'nowogródzkie, znaczną część poleskiego i część białostockiego.

Na podstawie spisu ludności z dnia 30 września 1921 r. wynika, że jako przynależnych do narodowości białoruskiej zapisało się w trzech województwach łącznie 1,001,879 osób czyli 36% całego zaludnienia tych województw. W szczególności w województwie wiieńskiem wykazał spis 317.779 Białorusinów, czyli 29.6°/o ludności, w województwie nowogródzkiem 310.096 czyli 37.7°/0 ludności, w wo­jewództwie wreszcie poleskiem 374.004 czyli 42.5% ludności.

Ściślejsze studjum nasuwa wniosek o konieczności znacznych poprawek wykazanych cyfr na korzyść Białorusinów. Wyniki spisu bowiem stoją w sprzeczności zarówno z wynikami poprzednich spi­sów, przez rząd rosyjski przedsiębranych, jak z badaniami osób prywatnych, jak wreszcie z faktami notorycznemi. Przede wszystkiem jednak dane spisu wrześniowego są sprzeczne same z sobą.

W dziele profesorów A. Krzyżanowskiego i K. Kuma­nieckiego: Statystyka Polski (Kraków, 1915 r.), uwzględniono wszystkie dane spisów rosyjskich (por. str. 50 i nast.). Sprzeczność między przytoczonemi tam datami a wynikami spisu wrześniowego jest zbyt wielka, aby można ją było bez reszty wytłumaczyć samą tylko tendencyjnością statystyk rosyjskich lub przesunięciami w sto­sunkach ludnościowych z powodu wojny. Dane konsystorzy prawo­sławnych co do liczby wiernych wykazują także znaczne odchylenia od cyfr spisu wrześniowego. O danych, przytaczanych przez badaczy białoruskich, niema wogóle co mówić.

Jeżeli jednak nad wszystkiemi temi sprzecznościami można osta­tecznie mniej lub więcej spokojnie przejść do porządku dziennego, to trudno już ignorować sprzeczności, w jakie popadają wyniki spisu wrześniowego z notorycznemi faktami.

Takim n.p. notorycznym faktem jest, że znaczna stosunkowo mniejszość Białorusinów (około 25%) jest wyznania katolickiego. Otóż spis wrześniowy w ogólnej swojej sumie za trzy dotyczące województwa nie tylko nie wykazuje żadnych*'Białorusin ów katolików, ale przeciwnie liczbę Polaków powiększa o przeszło 20% prawo­sławnych. W cyfrach spisu znikają tedy Białorusini katoliccy, którzy notorycznie istnieją, czego dowodem jest chociażby obecność w Sejmie i Senacie czterech Białorusinów katolików, z których jeden jest na­wet księdzem i proboszczem rzymsko-katolickim; natomiast poja­wiają się Polacy wyznania prawosławnego i to w poważnej liczbie 229.599 głów, czyli przeszło 20% ogółu wykazanych przez spis Polaków.

Przekona o tem następujące zestawienie i porównanie cyfr spisu wrześniowego. Katolików wykazał on w trzech omawianych woje­wództwach 1,036.063, prawosławnych 1,411.251, izraelitów 292.630. Natomiast Polaków wykazał spis wrześniowy 1,229.093, Białorusnow 1.002,879, żydów 246.338. Wynika więc z tych cyfr, że Biało­rusinów jest mniej niż prawosławnych, nie mówiąc już o Białoru­sinach (katolikach. Natomiast Polaków jest więcej niż katolików.

I  tak różnica między liczbą prawosławnych a liczbą Białorusi­nów wynosi 409.372 głów. Potrąćmy od tej liczby 8.780 wykazanych Rosjan i 156.410 Ukraińców jako notorycznie prawosławnych, a okaże się, że 244.232 osób prawosławnych spis nie zaliczył ani do biało­ruskiej ani do’rosyjskiej ani do ukraińskiej narodowości, w szcze­gólności zaś, że Białorusini wykazują o 244.232 osób mniej niż prawosławnych po potrąceniu wykazanych Rosjan i Ukraińców.

Z drugiej strony liczba Polaków jest większa od liczby katolików o 193.060 osób. Jeżeli się zaś zważy, że Litwini, wykazani w liczbie 83.665, są także wyłącznie katolikami, to okaże się, że w grupie katolików wypadnie na Polaków najwyżej 952.398 głów. Ponieważ zaś liczbę Polaków podaje spis — jak wspomniano — na 1,229.093, to wniosek stąd jasny, że 276.695 Polaków jest wyznania niekato­lickiego. Jakiego tedy wyznania mogą być ci Polacy, skoro do dyspo­zycji stoi tylko izraelickie, prawosławne i drobna liczba t. zw. „staroobrjadców" ? Izraelitów z wyznania wykazał spis wrześniowy 292.630, Żydów zaś z narodowości 246.338, czyli że 47.146 izrae­litów podało narodowość inną a nie żydowską. Jeżeli przyjmiemy nawet, co nie jest udowodnione, że wszyscy ci izraelici nieżydzi zapisali się jako Polacy, to i tak na poczet sumy 276.695 Polaków niekatolików otrzymamy dopiero 47.146 izraelitów Polaków. Reszta zaś w liczbie 229.849 Polaków niekatolików i nieizraelitów wypadnie na prawosławnych, ponieważ żadne inne z wykazanych wyznań nie wystarcza na pokrycie tej liczby.       '

Tak więc wyniki spisu okazują się sprzecznemi z dwoma notorycznemi faktami: 1) że istnieją Białorusini katolicy, których spis w ogólnych sumach nie wykazał wcale, 2) że nie istnieją Polacy prawosławni, których mimo to spis wykazał w stosunku 22% ogółu Polaków.

Z powyższych rozważań wynika, że liczbę Białorusinów w trzech województwach kresowych trzeba w stosunku do wyka­zanej przez spis wrześniowy stosunkowo znacznie podwyż­szyć, aby zbliżyć się do rzeczywistego stanu rzeczy. Podwyższenie tej liczby do l,500.000 na obszarze trzech województw kresowych, a do 1,600.000 w całej Rzpltej nie wydaje się z wielu względów przesadnem.

 

  

…Początki szkolnictwa białoruskiego sięgają czasów pierwszej rewolucji rosyjskiej. Wtedy to poeta białoruski Mikołaj Mickiewicz, pisujący pod pseudonimem Ta ras a Huszczy skupił koło „siebie grono młodych nauczycieli białoruskich, którzy wzięli sobie za zadanie zakładanie tajnych szkółek białoruskich. Rzecz jednak wydała się rychło. Związek został rozgromiony a ini­cjator jego zesłany do „miejsc bardziej oddalonych".

Po tym wstępnym epizodzie szkolnictwo białoruskie powstało na interesującem nas terytorjum dopiero w czasie wojny za oku­pacji niemieckiej, kiedy to Niemcy kierowani swojemi planami po-litycznemi, zabrali się do budzenia samowiedzy narodowej wśród Białorusinów. W okresie ustępowania' Niemców i posuwania się Polaków w głąb terytorjum białoruskiego istniało pa niem począt­kowych szkół białoruskich około 350. Z tego w samej Grodzieńszczyźnie było tych szkół 153, tudzież seminarjum nauczycielskie w Swisłoczy. Polskie władze wojskowe jeszcze w r. 1919 zlikwido­wały wszystkie te szkoły i seminarjum w sposób drastyczny. Znaczną część nauczycieli internowano w obozach, resztę rozpędzono. Urzą­dzenia szkolne częścią rozgromiono częścią skonfiskowano dla szkół polskich. W woj. nowogródzkiem wszystkie istniejące tam z czasów okupacji niemieckiej szkoły białoruskie w liczbie 50 zamknięto, cyrkularzem zaś z dnia 15 listopada 1921 roku zabroniono wogóle używać w szkołach języka białoruskiego nie tylko jako wykłado­wego, lecz nawet jako pomocniczego. W Wileńszczyźnie szkoły białoruskie utrzymywały się stosunkowo najdłużej, jakkolwiek i tu­taj liczba ich zmniejszyła się bardzo znacznie.

Polityka polska w czasie rządów najpierw sztabu generalnego a potem Zarządu Cywilnego Ziem Wschodnich w Wileńszczyźnie zmieniała się kilkakrotnie w sprawie szkolnictwa białoruskiego, oscyłując między całkowitem tego szkolnictwa unicestwianiem a usilnem jego popieraniem. Gwałtowne te zmiany były następstwem zmiany osób i reprezentowanych przez nie kierunków politycznych w doty­czących wydziałach Z.C.Z.W.

Najgwałtowniej eksperymentowano w Mińszczyźnie. Zaczęto od tego, że zastane tam szkoły białoruskie zrusyfikowano. W kilka miesięcy potem zmieniła się orjentacja w polityce szkolnej. Zrusyfi­kowane już szkoły równie kategorycznym dekretem — spolonizowano. W ciągu niecałego roku szkoły białoruskie w Mińszczyźnie dwa razy zmieniały język, ale białoruskiego nie odzyskały…

 

 

…Nauka w polskim języku wykładowym, którego dzieci nie rozu­mieją i w którym poza szkołą nie mogą się ćwiczyć, redukuje się do mechanicznego wyuczania abecadła i recytowania różnych wier­szyków. Religji dzieci prawosławne nie uczą się wcale, ponieważ popi nie okazują tyle idealizmu i poświęcenia, ile potrzeba, aby uczęszczać do odległej często szkoły i uczyć tam po 25 mkp. za godzinę, podczas gdy ich, parafjanie przy ładowaniu drzewa na wa­gony zarabiają po 5 i więcej tysięcy marek za godzinę (stosunki z marca 1923 r.).

Stosunek ludności do tak postawionej szkoły staje się z dniem każdym coraz bardziej oporny. Objawia się to przedewszystkiem w rosnącej absencji dzieci. Wprawdzie staty­styki w tym względzie nie prowadzi się dość ścisłej, to jednak zdaje się nie ulegać wątpliwości, że 30 do 40 procent dzieci w wieku szkolnym i to głównie prawosławnych wogóle do szkoły nie uczęszcza.

Świadczenia ludności na rzecz szkoły wogóle nieliczne, stają się coraz bardziej niechętne. Wszystko przemawia za tem, że opór ten będzie się potęgował coraz bardziej. Ludność bowiem szkoły takiej, jaką jej dano, nie ceni i nie szanuje…

 

…Szkolnictwo wyższe jest reprezentowane dotąd tylko przez uniwersytet polski w Wilnie, który słuchaczy narodowości białoruskiej przyjmuje niewielu: albo kwestjonuje się ważność przedstawionych przez kandydatów świadectw z ukończenia szkoły średniej, albo też sąd koleżeński wyklucza już przyjętego z tego powodu, że nie służył w wojsku polskiem. To też studentów narodowości białoruskiej, którym udało się przedrzeć szczęśli­wie przez oba te sita, jest w uniwersytecie wileńskim bardzo mało.

Katedrę języka i literatury białoruskiej proponowano prof. Ta­raszкiewiczowi z warunkiem wykładu w języku polskim. Prof.Taraszkiewicz warunku tego nie przyjął...

 

 

... w styczniu b. r. krążyły wśród ludności egzem­plarze odbitej na szapirografie następującej Litanji w języku polskim, więc przeznaczonej widocznie dla Białorusinów katolików w pierw­szym rzędzie:

Litanja narodu białoruskiego      

 

?Nad Białorusią, rozdartą ojczyzną naszą,

„Nad ludem wiernym Tobie zmiłuj się Panie!                                           

„Od naszej długiej, ciężkiej pokuty,

„Od kajdan niewoli,

„Od jarzma polskiego,

„Od lancucha niezgody,

„Od kapłanów obszarniczyeh, zdrajców ludu białoruskiego,

„Od kapłańskich podszeptów zdrady,

„Od wrogów naszych złości,

„Od gnuśności polskiej,

„Od pokuty w więzieniach Polski,

„Od złości, nienawiści i wszelkiej złej woli

Wybaw nas Panie!

 

„Winy szlachty naszej, która się wyrzekła wiary i ojczyzny,

„Winy pasterzy naszych, agitujących w kościołach za Polską,

„Winy całego narodu białoruskiego, który jeszcze wierzy w zgodę i porozu­mienie z Polską i nie występuje zbrojnie przeciw niej

Przebacz, o Panie!

 

„Głos krwi męczenników naszych,

„Głos krwi żołnierzy naszych,

„Płacz matek, ojców, żon i sierot,

„Jęki z więzień warszawskich, krakowskich, poznańskich i kresowych,

„Jęki z szachtów dąbrowskich,

„Głosy umierających z głodu pod ciężarem robót i tortur, któremi uciemię­żają okupanci,

„Płacz dzieci pozbawionych szkół ojczystych,

„Płacz pracowników i nauczycieli naszych, wygnanych za swój naród,

„Żal rolników i wszystkich pracowników, wypędzonych z ojczyzny, „Westchnienia ludu roboczego, ujarzmionego i krzywdzonego przez panów obszarników,

„Brzęk pękających kajdan niewoli

Usłysz, o Panie!

(Tytułowa karta tej Litanji ozdobiona jest obrazem M. B. Ostro­bramskiej tudzież herbem Pogoni.)...

 

 

         SPRAWA UKRAIŃSKA NA WOŁYNIU      

 

 

Terenem sprawy ukraińskiej na obszarach, objętych niniejszym operatem, jest całe województwo wołyńskie, tudzież dwa powiaty woj. poleskiego: Sarny i Kamień Kaszyrski.

Stosunki narodowościowo-wyznaniowe woj. wołyń­skiego na podstawie spisu ludności z d. 30 września 1921 r. przed­stawiają się w następujący sposób :

. Katolików liczy woj. wołyńskie 11.5%, prawosławnych 74.9%, izraelitów 12.2%,. Statystyka narodowościowa wymaga analizy ści­ślejszej. Z zestawienia liczby katolików z liczbą Polaków, których spis wykazał 23.7%, wynika, że już nawet po policzeniu jako Polaków tych 12.984 izraelitów, którzy nie zapisali się jako Żydzi, сonajmniej drugie tyle, co katolików, zapisano jako Polaków — prawosławnych. O ile taka klasyfikacja była uzasadniona stosunkami faktycznemi, o ile polonizacja Wołynia postąpiła tak daleko, aby tak wielką liczbę prawosław­nych Ukraińców można już było zapisywać jako Polaków, stwierdzić autor nie mógł. W każdym razie będzie, zdaje się, bardziej zgodne z rzeczywistością, jeżeli liczbę Polaków ustali się tylko jako sumę wykazanych katolików, tudzież tych izraelitów, którzy nie podali przy spisie narodowości żydowskiej. Z tego punktu widzenia liczba Polaków wynosiłaby 166.154 katolików i 12.984 izraelitów, niezapisanych jako Żydów, t. j. razem 179.138 głów, czyli 12.4% ludności.

Według statystyki rosyjskiej z r. 1897 było na Wołyniu:. Po­laków 6.1%, Rosjan 3.6%, Ukraińców 70%, Niemców 5.7%, Ży­dów 13.2%; spis z roku 1909 wykazał Polaków 6.7% (por. Krzy­żanowski i К u m a nieć к i, op, cit. str. 55).

W stosunku do Ukraińców rozróżniano przy spisie wrześniowym aż cztery różne „narodowości", a mianowicie „Malorusów", „Rusinów“, „Russkich" i „Ukraińców". Będzie zgodne z rzeczywistym stanem rzeczy, jeżeli się te .wszystkie cztery „narodowości" uzna za jedną, a to ukraińską, która tedy liczy 982.204 głów; po potrą­ceniu zaś od ogólnej liczby prawosławnych 1,065.733: Białoru­sinów 1.119, Rosjan 10.084 i około 20.000 Czechów (reszta Czechów to ewangelicy), jako faktyczna liczba Ukraińców okaże się — 1,034.530 głów.

 

... Do. określenia z dużą stosunkowo ścisłością stopnia samo- wiedzy narodowej ludności ukraińskiej Wołynia przyczynił się — zapewne bez intencji jego organizatorów i kierowników — spis wrześniowy. Przedkładając bowiem ludności ukraińskiej aż cztery różne narodowości do wyboru, ą raczej nawet sześć, bo potrzeba tu także zaliczyć narodowość rosyjską i białoruską, komisarze spi­sowi zmuszali niejako zapisywanych do świadomego wyboru i de­cydowania się na jedną z proponowanych im narodowości według jakichś swoich osobistych świadomych motywów. Jeżeli zatem przy takiej technice spisu z 982.204 ludzi, których wogóle określono jako przynależnych do jednej z czterech „miejscowych narodowości, wykazano jako Ukraińców 808.263 czyli przeszło'82% to wniosek stąd prosty, że samowiedza narodowa tej ludności i to specjalnie ukraińska jest stosunkowo wysoka. Niemniej jest ona bardzo świeżej daty. Za czasów rosyjskich samowiedza ta była .minimalna. Dopiero w czasie wojny wojskowe władze austrjackie zaczęły tu zakładać szkoły ludowe ukraińskie i dopuszczać propagandę Ukraińców gali­cyjskich, głównie z widokiem na werbunek do Legjonu ukraińskiego. Później działał na Wołyniu przez jesień i zimę 1918/19 ukraiński rząd Petlury, po nim przez jakiś czas bolszewicy. W ludność ukra­ińską Wołynia wsiąkła nadto pewna liczba t. zw. „Sinieżupańców“, t. j. tych wojsk ukraińskich, które organizowali Niemcy, wydzielając z pośród jeńców rosyjskich w osobne obozy Ukraińców i szkoląc ich w poczuciu narodowo-ukraińskiem systematycznie przez osobnych instruktorów, sprowadzonych z Galicji...

 

.. Tendencja polonizacyjna w szkolnictwie, zresztą wszędzie dosta­tecznie wyraźna, nie występuje jednak we wszystkich powiatach z jednakową siłą. I tak, gdy n. p. w powiecie kowelskim przejawia się ona tak silnie, że z ,5.364 dzieci szkolnych prawosławnych 4.446 uczęszcza do szkół polskich, a tylko 900 do ukraińskich, gdy w po­wiecie krzemieckim z 8.325 szkolnych dzieci prawosławnych 5.497 uczy się w szkołach polskich względnie mieszanych, a tylko 2.828 w szkołach czysto ukraińskich, to znowu w takich powiatach jak' rówieński i łucki tendencja polonizacyjna słabnie i zanika niemal zupełnie, ustępując miejsca tendencji rozmieszczenia dzieci w odpo­wiednich szkołach wedle ich języka ojczystego. Inne powiaty zaj­mują miejsce środkowe między femi skrajnemi. Można wprawdzie ułożyć te powiaty w pewnej skali według siły przejawiającej się w ich szkolnictwie tendencji polonizacyjnej, jednak skala ta nie będzie odpowiadała żadnym rzeczowym względom, żadnemi też tego rodzaju względami uzasadnić się nie da...  

 

...Szkół średnich (gimnazjów humanistycznych i matema­tyczno-przyrodniczych, męskich, żeńskich i koedukacyjnych) liczy woj. wołyńskie 31. W tem 8 gimn. państwowych z 57 klasami w 81 oddziałach z 2.468 uczniami. Wszystkie gimnazja państwowe są polskie....

 

 

Stosunek ludności miejscowej do osadnictwa wojskowego jest nieprzejednanie wrogi. Upatruje ona w osadnictwie tem największą, krzywdę dla siebie, ponieważ uważa, że tym osadnikom nie należy się tak hojna dotacja w ziemi, na której dotąd nie pracowali i któ­rej przeważnie nie umieją uprawiać. Wszystkie też stronnictwa opo­zycyjne sprawę osadnictwa wojskowego wysuwają na pierwsze miej­sce jako najbardziej popularny argument w swojej propagandzie....

...Polska kolonizacja cywilna wykazuje do dnia 1 lutego 1923 r. 3.128 rodzin, które przybyły na Wołyń z za Buga, tutaj za­kupiły . ziemię, osiadły i gospodarują lub są w trakcie urządzania gospodarstw. Obszar zajętej przez kolonistów ziemi nie, jest obli­czony. Ekonomiczne podstawy tej kolonizacji są naogół zdrowe. Kolonistami bowiem są wyłącznie włościanie polscy, którzy przyby­wają tu z odpowiednim kapitałem i rozwijają wielką energję w urzą­dzaniu swoich powiększonych gospodarstw...

 

...W tym stanie rzeczy wszelkie zarządzenia, mające na celu przer­wanie kontaktu między Małopolską a Wołyniem, zachowują wprawdzie w całej pełni swój charakter drażniący, jednakowoż rzeczywistego celu nie osiągają w najmniejszej mierze. Można np. zakazać teatrowi ukraiń­skiemu ze Lwowa urządzania przedstawień w miastach wołyńskich, ale nie można zakazać komunikowania się poszczególnych działaczy ukra­ińskich między sobą. Metody tego rodzaju skutku zamierzonego w żad­nym stopniu nie osiągają, a sprawiają tylko to, że wszystkie te naturalne i w danych warunkach nieuchronne zetknięcia między Ukraińcami, cho­wając się pod osłoną konspiracji, unikają nietylko reglemantacji, lecz nawet prostej obserwacji i ewidencji ze strony władz polskich...

       

 

                            WNIOSKI    

 

 

Na podstawie przedstawionego stanu rzeczy myślący czytelnik sam przyjdzie do wniosku, że dotychczasowa polska polityka ofi­cjalna na kresach wschodnich nie trzyma się żadnej z opisanych wyżej metod, nie uwzględnia prawa kompenzacji w żadnym kie­runku, lecz usiłuje stworzyć nowy typ polityki narodowościowej, polegającej na zasadzie unifikacji i ucisku narodowościowego bez stosowania jakichkolwiek kompensacyj w zakresie dóbr materjalnych. Mniejszości słowiańskie na kresach są uciskane na­rodowościowo i wyniszczane gospodarczo. Oto osta­teczny wniosek. Nad konsekwencjami tego faktu rozwodzić się nie warto. Wśród ludzi bowiem umysłowo normalnych, nie może być chyba dyskusji o nieuchronnych skutkach metody eksterminacyjnej

0   unifikacyjnej w polityce narodowościowej po tych wszystkich do­świadczeniach, jakie z takiemi właśnie metodami poczyniły Prusy, Rosja i Węgry.

 

W traktowaniu i rozwiązywaniu zagadnień narodowościowych w państwach były w nowych czasach teoretycznie rozwijane i prak­tycznie stosowane różne metody. Wszystkie one jednak dają się

sprowadzić do jednej z dwóch zasad — liberalnej, uznającej prawa każdej narodowości, która się za taką sama uważa, do wszech­stronnego rozwoju ze wszystkiemi jego konsekwencjami, tudzież — unifikacyjnej, która głosi, że państwo powinno dążyć do jedno­litości narodowej, że więc może i powinno użyć wszystkich rozpo­rządzanych środków, aby dążenia rozwojowe innych narodowości na,jego terytorjum stłumić i o ile możności całkowicie wyplenić, unifikując podmioty tych dążeń z narodem państwowym.

 

..W czystej swojej postaci żadna z tych zasad nie była nigdy przeprowadzona. Zasada bowiem liberalna w logicznym rozwoju swych konsekwencji popadała prędzej czy później w kolizję z in­stynktem samozachowawczym państwa i albo rozsadzała państwo, względnie powodowała uszczuplenie jego terytorjum, albo sama re­dukowała się i pozostawała w mniej lub więcej trwałym kompro­misie z państwem, zachowując jednak wstanie utajonym .swoje dalsze dążności rozwojowe. Zasada zaś unifikacyjna natrafiała w od­wrotnym kierunku na pewien' punkt w zbiorowej psychice samego poddawanego procesowi unifikacji narodu, którego nigdy nie mogła przekroczyć. Naród unifikowany zależnie od ciśnienia, przy którem odbywał się proces unifikacji, tracił mniej lub więcej ze swoich sił, często pozbywał się w zupełności całych wytworzonych przez siebie warstw społecznych, kurczył się terytorjalnie i gospodarczo, zamie­rał kulturalnie ale ostatecznie nie ginął, jeżeji tylko ze względów humanitarnych czy gospodarczych nie stosowano wobec niego me­tod krańcowych — fizycznego wyniszczania....

 

...Praktyczne metody polityki narodowościowej państw nowożyt­nych przedstawiają więc nie czyste typy — liberalny czy unifika­cyjny, lecz mięszanińy tych typów i to raz z większą lub mniejszą skłonnością ku unifikacji, drugi raz ku liberalizmowi. Przy stoso­waniu obu rodzajów metod działać musi prawo kompenzacji. I tak, gdy przy metodzie unifikacyjnej szuka się i daje narodowościom tę kompenzację na polu np. ekonomicznem, to na odwrót przy metodzie liberalnej ustępstwa polityczne równoważy się zwykle ograniczeniami w życiu gospodarczem. Wszystkie wielkie państwa, które ostatnio stosowały metodę unifikacyjną w dziedzinie narodowościowej, uwzględ­niały to prawo kompenzacji w najszerszej mierze. Rosja uwłaszczyła chłopów polskich i otoczyła ich troskliwą opieką, zanim przystąpiła do unifikacji narodowej. Niemcy i Węgry przez wielkie doskonale­nie swoich państw i przez podnoszenie nieustanne wszechstronnej ich sprawności wytwarzały powszechne warunki wielkiego dobro­bytu, w którym także i unifikowane narodowości w takim łub in­nym stopniu uczestniczyły. Takiego jednak wypadku, aby wobec jakiejś narodowości stosować metodę unifikacyjną, ignorując równo­cześnie jej potrzeby ekonomiczne; a nawet celowo upośledzając ją gospodarczo, nowe. dzieje nie znają...

 

...Dla tych zaś, którzy wierzą, że nacjonalizm polski dokaże istotnie tego, na czem załamały się nacjonalizmy pruski, rosyjski i węgierski, słowa te wogóle pisane nie są.